• Wpisów:4324
  • Średnio co: 16 godzin
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:57
  • Licznik odwiedzin:157 408 / 2989 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
"Wstaję rano, idę na lekcje, odbywam wszystko jak się patrzy –
i śmieję się z tego wszystkiego. Jest to tyle warte, co wiatr karmić. Do niczego nie mam ochoty. Sama siebie pytam, czego mi się chcieć może i ciągle, nie mówiąc sobie tego, stwierdzam, że pragnęłabym jednej tylko rzeczy: nie być."
 

 
Nigdy nie mogłeś i nigdy nie będziesz mógł ocknąć się ze swojego piekła, do którego prawie mnie strąciłeś.
 

 
You are everything that's wrong with me.
Youre everything that I despise.
You are everything I dreamed would die.
You are everything that fades away and slowly dies.
Will you bleed for me when suicide seems so yesterday?
~Parkway Drive 'Romance is dead'
 

 
Jakie to szczęście
móc umrzeć
kiedy tylu nie miało szansy się nawet urodzić
 

 
Jesteś gównem, ale i tak fajnie, że mogłam w ciebie wdepnąć.
 

 
You could never be my envy.
You could never be my jealousy.
A world without you is a world I could only wish for.
A world without you is a world I'd fucking die for.
~Parkway Drive 'Gimme A D'
 

 
Niesprawiedliwość
Nigdy, przenigdy nie dowiem się, jak wiele kobiet zazdrości mi moich poobgryzanych resztek lakieru na paznokciach. Jak wiele kobiet woli... musi oszczędzić trzy złote, żeby mieć za co kupić serek do bułki.
 

 
"Stereotypy szkodzą, nie są niewinne, zawsze na końcu łańcuszka przyczynowo-skutkowego, którego początkiem jest stereotyp, znajduje się czyjaś krzywda. Ostatnimi czasy jest to krzywda humanistów. Dobrym przykładem jest tutaj stereotyp bezrobotnego humanisty, dla którego motorem rozwoju było słynne hasło "fabryka bezrobotnych". Znaczącą rolę w upowszechnianiu się tego stereotypu odegrał słynny już list Prezesa PZU Andrzeja Klesyka, opublikowany w połowie 2012 roku w mediach, w którym to liście "w imieniu pracodawców" krytykuje on system szkolnictwa wyższego, obarczając uniwersytety i szkoły wyższe winą za bezrobocie wśród absolwentów. To właśnie ta wypowiedź wprowadziła w obieg wyrażenie "fabryka bezrobotnych", gdzie w domyśle przypisuje się ową produkcję bezrobotnych głównie wydziałom humanistycznym. Hasło to zrobiło ogromną karierę, stało się doskonałym nośnikiem stereotypu humanisty-frajera, pojawiło się w dziesiątkach tytułów prasowych, debatach, wypowiedziach polityków i celebrytów. Zafunkcjonowało w naszych głowach i zadomowiło się tam na dobre. (...)
Jednym z pytań, na jakie odpowiadali absolwenci było pytanie o to, czy byli kiedykolwiek zarejestrowani w urzędzie pracy jako bezrobotni bez prawa do zasiłku. Odpowiedzi przeczącej ("nie byłem zarejestrowany" ) udzieliło 41% absolwentów kierunków humanistycznych i społecznych; 44,3% kierunków ścisłych; 43,2% kierunków technicznych; 37,3% kierunków rynkowych. Odpowiedź potwierdzającą fakt zarejestrowania bez prawa do zasiłku dało odpowiednio 43,1% absolwentów kierunków humanistycznych i społecznych; 46,4% kierunków ścisłych; 44,6% kierunków technicznych; 47,9% kierunków rynkowych. Te i inne dane zawarte w tym raporcie pozwalają wyciągnąć wniosek, że sytuacja absolwentów wyższej uczelni jest podobna, niezależnie od ukończonego kierunku. Konsekwentnie należy więc stwierdzić, że to nie rodzaj studiów jest głównym czynnikiem powodującym trudną sytuację młodego człowieka na rynku pracy, lecz że problem jest dużo bardziej skomplikowany, niż to się zazwyczaj sugeruje."

Ale przecież i tak to chójman skończy w Macu
 

 
"Jej życie znikome – jej miłość jako liść, co ginie wśród tysiąca zeschłych"
 

 
W tle leciała sobie jakaś muzyka, taka bardzo "moja"...ale płyta, której jeszcze nigdy nie słuchałam, chciałam jakoś urozmaicić tę sferę życia, ze względu na wkradającą się rutynę, bo od jakichś trzech miesięcy wałkowałam mniej-więcej to samo.
No iiiii akurat był ten fragment, kiedy ta matka "przeklęła" Orcia, żeby był poetą, żeby ojciec go kochał, no i tak w sumie to głupie strasznie, do czego doszłam. Ale pomyślałam sobie, ze wcale nie mam ochoty tego słuchać. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie taka nie tyle ochota, co jakieś może odrzucenie? Ale nie ze względu na to, że to "brzydkie", nieatrakcyjne itd. Zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo nie ja ukształtowałam to, kim jestem. Wiem, że brzmi szumnie i jest pełne patosu, ale tak serio jest. I ta muzyka ma tu niesamowite znaczenie, bo, w zasadzie, takiej a nie innej zaczęłam słuchać bardzo mocno nie z własnego wyboru, tylko jakby zmuszona sytuacją i stanem psychicznym. Nic innego wtedy po prostu nie było w stanie do mnie trafić, ale to już inna historia No i tak sobie pomyślałam, że co jeżeli to naprawdę mi się nie podoba, tylko ja przyjęłam taki obraz siebie? Taki, że mi się to podoba. Przecież temu towarzyszą zupełnie inne uczucia niż, nie wiem no, czemukolwiek. Mniej pozytywne. Nie dostarczają mi radości. No i co jeśli ja po prostu przyjęłam jakąś wizję siebie sprzed lat, naprawdę sprzed lat, za to, co jest teraz? Przecież wszystko się całkowicie zmieniło, więc może ten niedosyt i taki, hm, takie rozczarowanie, są spowodowane jakąś rytuną prowadzącą w błędne koło? I z tego punktu wyszłam do tego, że co jeżeli ja wcale nie chcę takiego obrazu siebie, jaki kiedyś przyjęłam? Że co, jeśli to strach, strach, bo inaczej tego określić nie można, trzyma mnei przed zmienieniem jej? Np. przyzwyczaiłam się do takiego stanowiska, jakie mam teraz, na religie w ogóle, bo tak mi już wygodniej, bo trudno mi się przełamać i spróbować uwierzyć. Chociażby to. Albo trudno mi podjąć próbę zrobienia czegoś mniej łatwego od tego, co teraz wydaje mi się najrozsądniejsze i najprostsze i strach jakby trzyma mnie przed wróceniem do pomysłu na siebie, obrazu siebie i w ogóle siebie sprzed tej muzyki, bo ona jakby jest centrum i epicentrum, wokoł niej wszystko oscyluje, i przed tym wszystko było inne. Tak sie po prostu zastanawiałam, czy cała rzeczywisctosc jaką sobie kreuje nie jest tylko wygodnym kocykiem, który boję się zdjac, zeby nie bylo zimno, siedząc w cieniu drzewa, na słonecznej łące, gdzie wystarczy wyjsc z "comfort zone", zeby sie obejsc bez nakrycia i nie zmarznąć.

~ fragment mojego monologu kierowanego do mojego chłopaka. "Mocno masochistyczno-psychicznie biczująca teoria", rzekł, powstrzymując się od dalszej analizy zrezygnowany chyba moją ripostą: "To, co tygryski lubią najbardziej :)".
 

 
[...] Bracie spod jednej anatemy
Żegnamy Cię i dziękujemy

Że Ci się chciało
Być zakałą
Gdy wystarczało
Głośno klaskać
Że Ci się chciało
Widzieć całość
Gdy wystarczała
Biała laska

Że Ci się chciało
Być tylko sobą
Zwyczajnie dobro od zła
Odróżniać
Kiedy nikogo
Nie było obok
Tylko służalcza
Szepcząca próżnia

Że Ci się chciało
Myśleć tak mało
O swoich własnych
Nielekkich losach
Że Ci godności
Wystarczało
By nie dorzucać
Drewna do stosów
Że Ci się chciało…

Że Ci się chciało
Ciężki Frajerze
Przeżyć po ludzku
Swe ludzkie życie
Choć w zmartwychwstanie
Nikt z nas nie wierzył [...]
~Jonasz Kofta, "Epitafium dla frajera"
 

 
Zdanie ludzi, których nienawidzę spędza mi sen z powiek. Co ze mną nie tak? Izoluję się, nie podobają mi się, czasem nawet delikatnie, ale tylko tak troszkę, pogardzam ich głupotą. Ich stosunkiem i stosunkami. Nie chcę ich, oni nie chcą mnie, żyjemy w osobnych zbiorach, a mimo to jest pewne ukłucie, kiedy ktoś otwarcie o tym niechceniu powie.
Szybka lekcja hipokryzji na dziś zaliczona.
 

 
Zero nienawidzi innych liczb.
 

 
Czuję obrzydzenie do ludzkości.
Jesteśmy plagą tego świata, nic niewartymi śmieciami panoszącymi się tu, jakbyśmy byli królewnami i królewiczami padołu łez u naszych stóp. Gdzie się nie pojawimy, rozprzestrzeniamy śmierć i cierpienie, łzy, ból. Dla rozrywki, naszej wygody, dla naszych tłustych, chciwych dup. Samo tylko tworzenie masek,sam tylko przemysł kosmetyczny co roku skazuje miliony zwierząt na przerażające tortury, nieustępujące tym, które stosowano czterysta lat temu. Tylko Test Dreize'a, czyli miejscowe aplikowanie wszelkiego typu produktów farmaceutycznych i kosmetycznych na skórze oraz zakraplanie nimi oczu unieruchomionych, zdezorientowanych, zestresowanych i przerażonych królików, najczęściej albinosów. Zwierzęta nie mogąc się ruszyć cierpią nawet do paru tygodni, boją się, odczuwają niewyobrażalny ból...aż do całkowitego zniszczenia oczka. Wówczas postęp zaczyna się dokonywać na drugim oku. A po całej takiej sesji, króliczek nadaję się do wyrzucenia na śmietnik. Taki sam króliczek, jakiego tyle razy miałam okazję nosić na rękach, przytulać i głaskać. Króliczek, który w zasadzie niczym nie różni się od mojej ukochanej świnki morskiej. Którego przecież boli tak samo, jak człowieka, który się panicznie boi, który tylko nie potrafi krzyczeć i podawać do sądu.
Kiedy twoje, niezakrapiane niczym oczy, otwierają się na takie procedery, zaczynasz żałować, że w ogóle się interesowałeś. Znajdujesz w końcu listę firm bezpiecznych, zakładów niebędących fabrykami cierpienia niewinnych zwierząt. I nagle okazuje się, że dzięki twojemu prysznicowi, umyciu włosów, makijażowi, pomalowanym paznokciom, ba, założonej podpasce, umytej toalecie, zaparzonej herbacie mogły, albo inaczej; cierpiały istoty, które nawet nie miały szansy się bronić. Bo po prostu są słabsze. Istoty, które poświęcają się dla ciebie. Mali przymusowi mesjasze ludzkości łykający twoją piankę do golenia, albo cierpiący od poparzeń twoim dezodorantem. Zaczynasz myśleć o tym, co właściwie stało się ze społeczeństwem, dokąd zmierza cywilizowany świat i czy ty w ogóle widzisz w nim siebie. I próbujesz wymyślić cokolwiek, aby choć odrobinkę pomóc, obiecujesz sobie już nigdy nie kupować tego czy tamtego, a potem okazuje się, że ze wszystkiego zrezygnować nie możesz. Dół. Wyż; trudno, mały krok jest lepszy od zastoju. Co z tego, że jesteś jedynie jedną czystą kroplą w morzu cuchnącego, lepkiego, nieusuwalnego brudu.
Na szczęście; jedną, nie jedyną. Jest nas co raz więcej. Wciąż za mało. Myślenie autentycznie boli, a patrzenie i zauważanie jeszcze bardziej. Jednak to krople wody cierpliwie uderzające o kamień są w stanie zniszczyć jego nieustępliwość, a nie uderzająca raz, łamiąca się na skale, pięść. Krople stopniowo, powoli, systematycznie, tworzą miliony małych uszczerbków, które w końcu rozbiją skałę. Ostatnie krople przypiszą sobie całą zasługę, jak to krople, zachłanne i egotyczne, zapominając o pierwszych drążących. Niezaprzeczalnie każda z kropel swoim krótkim i nieważnym życiem przyczyniła się do rozpadu skały. Gdyby nie każde małe draśnięcie, nigdy nie doszłoby do wielkiego zdruzgotania całości.
Takie będzie wyzwolenie zwierząt.
http://zycie--psow.blog.onet.pl/2010/04/06/jak-rozpoznac-kosmetyki-ktore-sa-testowane-na-zwierzetach/
http://www.kroliki.net/pl/testy/firmy/testujace
  • awatar really: @jelonek paranoidalny: ale mimo całej znieczulicy świata "dziwnych", empatycznych wciąż troszkę jest. I chyba można choćby się łudzić, że kiedyś ktoś da radę coś zmienić. Nawet jeśli to karmienie się nierealnymi wizjami.
  • awatar jelonek paranoidalny: Kiedy jeszcze istniała fatalna siła nakazująca mi pozostać idealistką, wierzyłam, że masy w końcu zaczną więcej dostrzegać. Teraz już tylko jest mi niewyobrażalnie źle, jak mało mogę zrobić ja - jedna jedyna i że wcale nie będzie wiele więcej wrażliwców-obserwatorów. Empatia zanika, szybciej niż sztuka myślenia, czytania i kochania, znacznie szybciej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zamknięty jestem w kole czarów tajemniczém,
Nie wyjdę z niego... Mogłem być czémś... będę niczém...
~Juliusz Słowacki, "Kordian"
 

 
Chcę latać
ale boję się odcinać stopy, z której nie da się zdjąć kuli
 

 
Być dla siebie, czy dla innych,
pod innych,
żeby innym,
aby inni,
podziwiali, zachwycali się, gratulowali, zazdrościli, nienawidzili, uwielbiali, zabili, wywyższyli, uśmiechali się, płakali potajemnie w kątach swoich mieszkań, nie chcieli, pragnęli, podawali za przykład, zjedli, kupili, słuchali, oglądali, połykali toczącą się żółć?
Pluli jadem?
Byli gorsi?
Wraca i wraca i ucieka i wraca i nie chce zostawić i szarpie, zagryza, drapie, rozdziera, zabija kwestia;
Zamknąć się w społeczeństwie, czy na społeczeństwo?
Żyć tak, jak łatwiej i wzorowiej, pójść na ten głupi uniwerek, mieć głupi wysoki wynik, uczyć się głupot do głupiej matury i być głupio szczęśliwym człowiekiem, z którego świat jest głupio dumny...albo mieć wszystko to w dupie. Spełniać się tak, jak chcę, zacząć wszystko od nowa, poodcinać sznurki i rozerwać okowy, rzucić się w wir niepopularnego i niełatwego, nieprzydatnego i nieproduktywnego. Nieefektywnego. Żyć czymś, co ma wartość już teraz, samo przez się, nie czekać na poklask i akceptację, nie dostosowywać się, nie interesować się, nie przejmować się. Nie być trybikiem, który zaciął się zanim jeszcze maszyna zdążyła wystartować. Czym w takim razie być. Jak tym być. Kim być?
(Kimś nieoczekującym nieprawdziwych, a w zasadzie każdych odpowiedzi na wymyślne pytania)
Chcę być częścią maszyny i chcę z nią walczyć. Nie mogę tego pogodzić, jedno nie pozwala oddychać drugiemu. Jedna noga na Księżycu, a druga na Ziemi. Nie da się tak. Muszę wybrać teraz. Już. Nie umiem. Znowu to samo spadanie, znowu ten sam smutek zjadający duszę. Znowu rodzinna już czerń pochłaniająca całe moje życie, skrystalizowane w tym momencie w jednej słonej łzie spływającej po policzku ułomnego-sprawnego człowieka. Nie da się popołudniem zwalczać systemu, który buduje się o poranku. Co będzie miało większy sens w momencie, kiedy życie się skończy? Pielęgnujący zasady machiny rzemieślnik, czy buntownik. Gdzie podziewa się racjonalne myślenie buntownika, gdzie fantazja i potrzeba wolności kowala losu wszystkich poza sobą. Gdzie dostanę niekrępujące kajdany. Kto wspomni po śmierci bipolarną histeryczkę, jeśli wybierze tylko jedną z drug, które sobie wybrała i kto jej pokaże, która z nich jest właściwsza. I co po takim wyborze pomyśli bipolarna histeryczka sekundę przed tym, zanim odda światu swoje ostatnie tchnienie.
 

 
Zakochałam się.
Da się to cofnąć, albo chociaż zatrzymać?
 

 
Każdy dzień życia przepływa mi przez palce nie zostawiając ani kropli. Każdy chcę spisać, każdy zapamiętać, wycisnąć do końca, ale nie umiem. Brak mi siły, może odwagi, może zaparcia, by odwrócić się od wszystkiego, co do tej pory robiłam. Brak mi wiary, że nie muszę właściwie kończyć tego, co zaczęłam, że w każdej chwili mogę zmienić wszystko i zacząć robić to, co uszczęśliwia moje serce, a nie mój rozum i moje sumienie. Chcę znów pisać, ale brakuje mi słów. Chcę rysować, ale ołówki nie stawiają kresek. Chcę posunąć się naprzód, a nie potrafię nawet chodzić. Wystarczy kilka głupich słów, wypowiedzianych nawet żartem, by mnie całkowicie wytrącić z siebie. Mówiący nawet nieświadomy siły swojej broni z pewnością uderzy znowu. A ja znowu stracę wszystkie kolory, które tak uważnie w sobie pielęgnowałam, z których byłam tak szalenie dumna. Mam wrażenie, że wszystko, co robię, jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Od relacji przez egzaltację i negację aż do prób. Codziennie, każdej godziny, prawie każdej minuty nawiedzają mnie ciemne wizje przyszłości, która, jakby na złość, jest właściwie bardzo możliwa. Strach mnie paraliżuje.
Nie chcę żyć we śnie. Nie mogę się obudzić.
No kurwa nie płacz.
  • awatar Emilia △: nie bój się przyszłości, zaufaj że będzie dobrze. negatywne emocje nie są konstruktywne a nihilizm i stagnacja mogą nawet zabić , coś o tym wiem. 3maj się kochana. podobno ludzie którzy żyją z dnia na dzień, nie myśląc za wiele na temat życia, nie rozkładając niczego na czynniki pierwsze, nie zastanawiając się i nie szukając sensu tego wszystkiego są szczęśliwsi. więc obydwie mamy przejebane C:
  • awatar narkotyzuje: Wróciłam i niezmiernie cieszę się, że wciąż tu jesteś, wciąż tak samo świetna i zaczytywalna :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chcę się rozerwać na kawałki.
Nie
Nie, przecież pobrudzę chodnik...
 

 
Suicide is the only thing you can control in your life. And that's why it's considered as a sin. Because you're beating God at his own game.
 

 
"Prawdziwie jestem szczęśliwy, i to w sposób, który dla mnie samego jest niespodzianką. Bo o ożenieniu się zawsze myślałem, już od kilku lat zlecają mi to doktorzy. No i projektowałem, że wezmę sobie, panie, kobietę piękną, dobrze wychowaną, z nazwiskiem i prezencją, bynajmniej nie wymagając od niej jakiejś romantycznej miłości. Tymczasem ma pan: sama miłość zastępuje mi drogę i jednym spojrzeniem roznieca pożar w sercu... Doprawdy, panie Wokulski, jestem zakochany...nie-jestem szalony... Nikomu bym tego nie powiedział, ale panu, dla którego od pierwszej chwili uczułem nieledwie braterską sympatią...Jestem szalony! Myślę tylko o niej; kiedy śpię-śni mi się, kiedy jej nie widzę-jestem, panie, formalnie chory. Brak apetytu, smutne myśli, jakieś ciągłe lękanie się... (...) Cała moja rodzina przez całe życie nie dała mi tyle szczęścia, ile ona w ciągu kilku tygodni. A co będzie później!...Co będzie później, panie Wokulski?... Nikomu nie zadałbym podobnego pytania."
~Bolesław Prus "Lalka", tom II, rozdział piąty
 

 
Bóg toleruje rzeczy, których nie sposób tolerować.
 

 
INTJ (ang. Introvert, iNtuitive, Thinking, Judging – Introwersja, Intuicja, Myślenie, Osądzanie) to czteroliterowy kod określający jedną z szesnastu typów osobowosci MBTI.
INTJ mają analityczny umysł. Preferują pracować samemu i z reguły są mniej towarzyscy niż inne osoby. Pomimo tego, pracując w grupie są gotowi przejąć inicjatywę, gdy nikt inny się tego nie podejmuje albo gdy dostrzegają znaczącą słabość w przywództwie innej osoby. Z reguły są osobami praktycznymi, bardzo logicznymi i kreatywnymi. Mają niską tolerancję na wybuchowy emocjonalizm. Najczęściej są odporni na wpływ różnego rodzaju sloganów reklamowych. Nie akceptują też bezkrytycznie władzy.
Cechami wyróżniającymi INTJ są ich niezależność myślowa oraz kładzenie nacisku na efektywność. Ich umysły nieustannie gromadzą i porządkują informacje. Potrafią mieć niezwykle cenne uwagi. Z reguły są w stanie bardzo szybko zrozumieć nowe dla nich koncepcje. Ich głównym celem jednak nie jest zrozumienie czegoś, ale znalezienie użytecznego zastosowania dla zdobytej wiedzy. Zawsze dążą do wyciągania wniosków. Nie pozostawiają rzeczy nieskończonych i nie lubią dezorganizacji, co sprawia, że często mogą odczuwać potrzebę wzięcia spraw w swoje ręce.
W relacjach z innymi, INTJ najczęściej odnajdują się wśród osób o podobnym charakterze i światopoglądzie. Zgodność poglądów jest dla nich bardzo ważna. Z natury INTJ potrafią być bardzo wymagający od innych i podchodzić do relacji w sposób czysto racjonalny. Z tego powodu, INTJ są zdolni oprzeć się spontanicznemu zauroczeniu i związać się z osobą, która lepiej odpowiada tym kryteriom. INTJ są zrównoważeni, niezwodni i oddani. Zgoda w relacjach rodzinnych jest dla nich niezwykle istotna. Z reguły powściągają silne emocje i nie lubią marnować czasu na nieuzasadnione zwyczaje. To może sprawiać, że inne osoby postrzegają ich jako mało serdecznych. Niemniej jednak, INTJ są często bardzo lojalnymi partnerami, którzy są gotowi poświęcić bardzo dużo energii by utrzymać zdrowe relacje.
INTJ ufają swojej intuicji wybierając przyjaciół i partnerów. Ich emocje są ciężkie do odczytania, a INTJ mają trudności z ich wyrażaniem. Podczas gdy mogą odnosić wrażenie oschłych i niewrażliwych, potrafią być przewrażliwieni na punkcie sygnałów świadczących o odrzuceniu przez osoby, na którym im zależy. W sytuacjach społecznych potrafią być mało komunikatywni i zaniedbywać pewne zwyczaje. Na przykład, INTJ może swoją postawą sygnalizować, że dana rozmowa jest stratą czasu. Rozmówca może odnieść wrażenie, że INTJ się śpieszy, podczas gdy tak naprawdę przeszkadza mu mało konkretny charakter rozmowy.

Dzień dobry.